Spływ ku czci Jana Pawła II

Coroczne spływy kajakowe związane z osobą Jana Pawła II wpisały się już w tradycję ZSP w Połczynie Zdroju i osób spoza środowiska szkoły.
Dla przypomnienia jesienny spływ związany jest z wyborem Jana Pawła II na Papieża i odbywa się od 5 lat w sobotę najbliższą dacie 16 października. Spływ wiosenny natomiast związany jest z rocznicą urodzin Karola Wojtyły 18 maja i odbywa się też w sobotę najbliższą tej dacie.
Do tej pory spływy odbywały się rzekami i jeziorami przez, które kajaki mogły przepłynąć stosunkowo swobodnie, choć nie bez trudności i przygód, które najdłużej się pamięta. Jednak najbliższa Połczynowi rzeka Dębnica bardzo rzadko odwiedzana jest przez niewielkie grupy doświadczonych kajakarzy ze względu na stopień trudności. Spływy w dużej grupie jak teraz opisywany, jest pierwszym tego rodzaju na Dębnicy. Określenie spływ Dębnicą nie oddaje rzeczywistości, której doświadczają tam kajakarze, trzeba mówić raczej o przeprawie przez Dębnicę. Na odcinku 1 kilometra naliczyć można nawet do 50 przeszkód w postaci zwalonych drzew i nurtu porośniętego wierzbami i osikami. Przez tak zarośniętą rzekę trzeba się przedzierać z wielkim wysiłkiem. W wielu miejscach trzeba przenosić kajaki lądem, a jeśli nie ma takiej możliwości wyjść z kajaków do wody i przeciągać je ponad przeszkodami.
Tak jak w życiu, często co bliskie i tak jak bliska Połczynowi Dębnica, wydają się być, trudne i ponad nasze siły. Chcielibyśmy wybrać jakieś inne, nie swoje życie, bo wydaje nam się łatwiejsze, uciec od problemów, trudności i przeszkód jak najdalej. Rzeczywiste jest jednak to, że mamy do przeżycia, nie inne, ale własne życie i jego problemy, które jest nam dane i zadane, jak mówił Jan Paweł II, jednak z Bożą pomocą to, co niemożliwe staje się realne.
Po długim wstępie wypadałby opisać spływ/przeprawę przez Dębnicę jaka odbyła się 21 maja 2011 roku. Uczestnicy w liczbie 20, zebrali się o godzinie 9.00, uśmiechnięci na zbiórce, mającej miejsce na placu przy ulicy Kruczej w Połczynie Zdroju, gdzie też zaparkowała przyczepa z kajakami . Po sprawdzeniu obecności każdy z uczestników otrzymał specjalny emblemat spływu z wizerunkiem błogosławionego Jana Pawła II i herbem Połczyna Zdroju. Odprawa w tym roku miała szczególną wymowę, gdyż wyruszających na spływ pobłogosławił i pokropił wodą święconą ksiądz proboszcz Ireneusz Maraszkiewicz. Po błogosławieństwie, uczestnicy przybyli na miejsce wodowania, które znajdowało się w pobliżu młyna w Popielawach. To co działo się od wypłynięcia, czyli 9.50, opisane zostało we wstępie, więc nie będę się powtarzał, uzupełnienie stanowią zdjęcia.
Zakończenie spływu miało odbyć się na moście w pobliżu Rudna po 15 km, jednak uciążliwości i duża liczba kajaków oraz brak doświadczenia niektórych obsad, sprawiły, że ważniejsze okazało się dopłynięcie wszystkich do najbliższego bezpiecznego miejsca. Miejsce to, stanowił most w Buślarkach, odległy około 8 km od wypłynięcia. Pierwsze obsady kajaków, które tam dotarły zajęły się rozpaleniem ogniska. Po dopłynięciu wszystkich uczestników, przy ognisku ledwie żywi kajakarze posilili się pieczonymi kiełbaskami.
Na koniec spływu do uczestników przyjechał ksiądz Adam Działowski, wikariusz z parafii NP. NMP w Połczynie Zdroju, który przewodził nabożeństwu majowemu pod gołym niebem. Uczestnicy w skupieniu wśród zapachu kwitnących głogów, na polnej drodze odmówili Litanię Loretańską. Po zakończeniu nabożeństwa tych, którzy nie zamoczyli się w Dębnicy, a była to wyraźna mniejszość, ksiądz Adam, oblał wodą z sikawki, uzyskując aplauz u przemoczonych na spływie.
Jako organizator spływu i płynący ostatnim kajakiem, sam potwornie zmęczony i mokry, z myślą nigdy więcej, spodziewałem się od uczestników czegoś w rodzaju linczu za przeżyte „przygody”. Może byłby on dla mnie lepszy, od widoku uśmiechniętych twarzy , czekających na mnie na moście i pytających, kiedy płyniemy następny raz?
– No cóż, takie życie, taka młodzież!
– Czy można odmówić?
Parafrazując wypowiedź błogosławionego, ku czci, którego płynęliśmy, jest możliwość odmowy, ale trzeba postawić kolejne pytanie, czy warto odmówić?
Na końcu chciałbym podziękować osobie bez, której zaangażowania spływ, by się nie odbył, czyli Panu Kazimierzowi Kuchowiczowi, który sam był uczestnikiem, załatwił i przywiózł kajaki własnym transportem. Jego zaangażowanie przyczyniło się do znacznego pomniejszenia kosztów, a tym samym cenowej dostępności, tak wspaniałego przeżycia dla uczestników spływu. Podziękowania należą się również Panu Mariuszowi Smolarkowi i Marcinowi Kuczukowi za dowiezienie uczestników na miejsce spływu i odwiezienie z powrotem do Połczyna. Dodać należy, że Pan Marcin był najstarszym uczestnikiem spływu, a jego poczucie humoru i opanowanie krzepiły serca wątpiących w jego szczęśliwe zakończenie. Dołączyć należy do tego grona Pana Andrzeja Ostrowskiego, który jako jedyny z uczestników, pokonał już Dębnicę kilka razy, bez jego doświadczenia trudno byłoby podejmować właściwe decyzje odnośnie przebiegu spływu.
Zapraszam czytelników na kolejne spływy papieskie.
Bogusław Ogorzałek