Lebensborn. Chcemy uczcić pamięć

Burmistrz Połczyna – Zdroju Sebastian Witek zainicjował działania zmierzające do uczczenia pamięci polskich dzieci germanizowanych w hitlerowskim ośrodku Lebensborn. Placówka działała w dawnym Bad Polzin.

W gabinecie Burmistrza odbywają się rozmowy ze świadkami tamtych wydarzeń, m.in. z Bogdanem Reszko. Sprawą żywo zainteresowana jest także Redakcja „Gościa Niedzielnego”, którego przedstawiciel ksiądz Wojciech Parafianowicz uczestniczy w rozmowach, zbierając materiał prasowy. Rozważany jest również Patronat tygodnika nad tym połczyńskim przedsięwzięciem.

W toku dalszych prac, w które zaangażowani są współpracownicy Burmistrza, m.in. Bożena Łukomska oraz Krzysztof Szewczuk, przewiduje się uczczenie pamięci dzieci w postaci postumentu oraz organizacji wydarzeń, np. konferencji historycznej. W celu odkrycia prawdy o działalności Lebensbornu przewidywane są prace archeologiczne i poszukiwanie dokumentacji archiwalnej. Uczestnicy spotkań podkreślają, że dzieci te były skrzywdzone podwójnie. Te które przeżyły i zostały po wojnie sprowadzone do Polski, najczęściej były nietolerowane, a nieraz traktowane jako Niemcy.

Hitlerowski ośrodek Lebensborn, który działał w dzisiejszym sanatorium „Borkowo”, to jedna z najczarniejszych kart historii Połczyna-Zdroju. Niemiecka instytucja, która oficjalnie funkcjonowała jako opiekuńczo-charytatywne stowarzyszenie, w Połczynie-Zdroju powstała 1 maja 1938 (niektóre źródła podają datę kwiecień 1938), a działała do końca lutego 1945. Zakład mógł przyjąć 60 matek i 75 dzieci. Początkowo ośrodek w Bad Polzin zajmował się matkami i ich nowonarodzonymi dziećmi, jednak z czasem rozszerzono działalność o germanizację dzieci pochodzących w większości z Polskich rodzin. Kierowano tu dzieci z zakładów przejściowych, o ile przeszły badania rasowe, zdrowotne i psychologiczne. Zmieniano ich dane osobowe, na miejscu wydawano nowy akt urodzenia, nadając nową tożsamość. Zakazywano mówić w języku polskim i kontaktować się z rodziną. Dzieci, których stopień germanizacji oceniono pozytywnie – wywożono do ośrodków w głąb Niemiec, skąd trafiały do niemieckich rodzin adopcyjnych.

Przeważająca większość zrabowanych dzieci nie powróciła po wojnie do rodzin, po zmianie danych osobowych nie można było ustalić miejsca ich pobytu. Większość akt i dokumentacji dzieci została zniszczona przez pracowników Lebensbornu.